Nazwa naszej herbaty Darling nie jest oczywiście przypadkowa. Ta owocowa bomba, która się w niej kryje, miała być metaforą słów, którymi karmimy nasze ukochane, naszych ukochanych - po prostu wszystkich, których darzymy miłością bezwarunkową
Nie wstydzimy się pisać o miłości. O tym przecież już wiecie. Świadomość przemijania i kruchość wszystkiego, co nas otacza, jest tak dojmująca, że nie warto zatrzymywać się na niczym innym. Czułość – którą, niczym dobrego ducha, przywołujemy raz po raz, a bez której miłość nie ma prawa istnieć – jest dla nas jak latarnia morska dla marynarzy, jak horyzont, ku któremu ślepo idziemy i jak ciepło dłoni, której ufamy ponad wszystko.
Ale czułość to również słowa, którymi zwracamy się do naszych bliskich…
Nazwa naszej herbaty Darling nie jest oczywiście przypadkowa. Ta owocowa bomba, która się w niej kryje, miała być metaforą słów, którymi karmimy nasze ukochane, naszych ukochanych - po prostu wszystkich, których darzymy miłością bezwarunkową.
Taka miłość unosi się ponad czasem niczym cichy oddech. Nie zauważamy jej, a ona zawsze znajduje sposób, by przetrwać. Trwa nawet wtedy, gdy świat rozpada się na miliony kawałków. Miłość bezwarunkowa jest pamięcią serca, oddechem i światłem.
Zatrzymajmy się jednak w tym miejscu, które bądź, co bądź jest dla nas komfortowe i bezpieczne, i pokuśmy się, by je na chwile opuścić. Piszemy bowiem o miłości, w naszych myślach pojawiają się najwspanialsze klisze z naszego życia, nasi bliscy się uśmiechają, a my czujemy szczęście. A co, gdybyśmy na chwilę wyszli z tej bańki i spojrzeli na otaczający nas świat inaczej – dajmy na to, jak poszukiwacze. Czego mamy szukać? Czułości! Nadal czułości. Ale tym razem w innych ludziach. Choć, może tak naprawdę w nas samych?
Czy bylibyśmy lepszymi ludźmi dla innych, gdybyśmy wiedzieli, że ten, którego mijamy na ulicy lub spotykamy w sklepie, w pociągu, w muzeum, że oni wszyscy też kiedyś kochali, że też byli nadawcami i odbiorcami czułości? Czy bardziej byśmy ich szanowali, wiedząc, że…
· Ten pijaczek, który nas wkurza, żebrząc o kilka złotych na piwo, był kiedyś malarzem, który przez pół wieku pisał listy do jednej kobiety, choć nigdy ich nie wysłał.
· A ta sroga nauczycielka, która rzadko się uśmiecha, nosi w kalendarzu zasuszony, lichy wiecheć kilku polnych kwiatków, które podarował jej nieżyjący już mąż. Przeżyła z nim tylko 10 lat.
· Nasza wredna sąsiadka, która nie oddaje dzieciom piłki, to ta sama kobieta, która codziennie chodzi do pewnego staruszka, ostatniego w mieście zegarmistrza, żeby z nim porozmawiać, bo jest samotny i schorowany.
· Najdziwniejsza dziewczyna z klasy, ma w domu książki po swoim bracie, których nie dotyka, bo boi się, że wtedy zniknie ostatni ślad jego dłoni.
· Uliczny grajek pod dworcem, który gra na harmonijce codziennie tę samą melodię, bo kiedyś przy niej zatańczył z nieznajomą.
· Starsza pani, która dba o malinowe krzewy, choć sama nie lubi malin. Posadziła je kiedyś dla wnuków, które w ogóle już nie przyjeżdżają. Maliny rosną gęsto, dziko — plątają się jak wspomnienia.
· I ta wiecznie uśmiechnięta listonoszka, która nawet w deszcz i słotę jeździ rowerem swojego ojca. Nikomu nigdy nie opowiedziała o nim, ale może pewnego dnia, w jakiś jesienny dzień, w jakimś przytulnym mieszkanku, przy kubku herbaty…
Takich historii, mniej lub bardziej ciekawych, szczęśliwych i nieszczęśliwych, jest wokoło tak wiele, jak wielu jest ludzi. Każdy ma do opowiedzenia swoją czułość. A o miłościach należy mówić przy herbacie. To ona nas otula i skłania do zwierzeń. To ona – dokładnie tak jak nasza Darling - pachnie prostotą i słodyczą pieczonych jabłek, które miękną powoli, niczym serce. Jest w niej cierpka świeżość malin i ta nieco dzika nuta owoców jeżyny, przypominająca, że prawdziwe uczucie bywa czasem splątane jak krzew, który rani, zanim obdarzy smakiem. Nie wolno zapominać o ogniu, bez którego żadna miłość nie istnieje – i tu wplatamy smoczy owoc – niczym namiętność, obezwładniającą, bezlitosną, ale jakże soczystą.
Nad wszystkimi opowieściami - tymi i innymi, których świat zna mnóstwo - unosi się aromat dzikiej róży. Wszakże to ona kojarzy nam się z kochaniem. Jej smak jest delikatny, a jednak niezniszczalny jak pamięć o dłoni, którą trzymało się kiedyś w swojej.
Dlaczego nie doceniamy dotyku dłoni? Powinniśmy! Bo potem, u schyłku życia, wspomnienia opadają na dno duszy jak ciemne liście jeżyny i malin: niepozorne, ale jednak będące świadectwem czyjejś obecności, czyjegoś oddania, czyjejś uwagi. I wtedy tęsknimy za tym właśnie dotykiem, ten właśnie dotyk sobie przypominamy.
Wśród tych wszystkich peanów i górnolotnych metafor jest też miejsce na proste życie, na codzienność i czysty, pierwotny smak ziemi. Dlatego jest tu też burak, który w swojej prostocie przypomina, że to, co trwałe, zawsze ma korzenie. Że uczucie, jeśli ma przetrwać, musi wrosnąć głęboko w nas.
Płatki malwy, delikatne, miękkie jak listy miłosne, które pożółkły, ale nigdy nie straciły znaczenia. Truskawki, słodkie jak pierwsze spojrzenie, głębokie jak szeptane przed snem słowa. A gdzieś tam, na samym końcu, jest skórka cytryny, jasna i odświeżająca, zupełnie jak wspomnienie czyjegoś uśmiechu, które pozwala przetrwać nawet najcięższe chwile.
Tak smakują uczucia, które się nie kończą. Uczucia, które - jak wielkie, piękne miłości minionych czasów - trwają do ostatniego tchnienia, a potem dalej, w opowieściach, aromatach i w tym cichym przekonaniu, że to, co prawdziwe, jest wieczne.
Powiedz dzisiaj komuś: Jesteś i to wystarczy…
Odmieniajmy czułość przez wszystkie przypadki i bądźmy czułymi narratorami naszych ksiąg życia. To przecież proste, prawda? Tym bardziej przy kubku herbaty stworzonej z czułością.