Są słowa, które pojawiają się nagle i wydają się należeć wyłącznie do swoich czasów. Tak było z angielskim chill. Jeszcze kilkanaście lat temu prawie go nie używaliśmy. Dziś odmieniamy je przez wszystkie przypadki. Potrzebujemy chillu. Marzymy o chillowym weekendzie. Szukamy miejsc, które pozwolą nam się wychillować. Czy jednak znamy prawdziwe znaczenie tego wyświechtanego sloganu? Bo – o ironio! - nigdy wcześniej nie mówiliśmy o odpoczynku tak często i chyba nigdy wcześniej nie odpoczywaliśmy tak źle.
Nauczyliśmy się zamieniać relaks w kolejne zadanie do wykonania. Kupujemy poradniki o prostym życiu, instalujemy aplikacje do medytacji, zegarki przypominają nam, że powinniśmy oddychać, chodzić, pić wodę... Wszystko, absolutnie wszystko musimy mieć pod kontrolą.
Byung-Chul Han, jeden z najciekawszych współczesnych filozofów, zauważył, że człowiek XXI wieku nie jest już zmęczony dlatego, że ktoś go do czegoś zmusza. Jest zmęczony, ponieważ sam nie potrafi przestać. Nieustannie chce być lepszy, bardziej produktywny, bardziej obecny, bardziej świadomy. Nawet odpoczynek zamienia się w projekt samodoskonalenia. Nie wiemy już, co znaczy nicnierobienie.
A przecież właśnie owa pustka, cisza, nicnierobienie – nazwijcie to jak chcecie - od wieków fascynowała ludzi Wschodu.
W kulturze japońskiej istnieje pojęcie ma. Najprościej tłumaczy się je, jako przestrzeń albo pauzę, ale to zaledwie część znaczenia. Ma jest ciszą pomiędzy dźwiękami, oddechem pomiędzy zdaniami, światłem wpadającym przez okno do niemal pustego pokoju. To nie jest brak czegoś. Wręcz odwrotnie! To COŚ, to miejsce, przestrzeń, dzięki której wszystko inne nabiera sensu.
Spróbujmy wyobrazić sobie muzykę pozbawioną pauz. Byłaby jedynie hałasem. Resztę dopowiedzcie sobie sami…
Kiedy Kakuzō Okakura pisał swoją Księgę herbaty, nie zamierzał stworzyć podręcznika parzenia naparu. Pisał o estetyce codzienności. O przekonaniu, że najgłębsze doświadczenia nie potrzebują rozmachu. Ceremonia herbaciana jest przecież zaskakująco skromna. Kilka prostych gestów: ciepła woda, liście, cisza i człowiek, który na kilka minut przestaje walczyć z czasem. W tym tkwi jej niezwykłość. Herbata niczego nie przyspiesza, nie rozwiązuje problemów, nie sprawia, że świat staje się łatwiejszy. Ona jedynie przypomina, że świat nie zawsze musi pędzić razem z nami – albo odwrotnie, że my nie musimy pędzić w jego rytmie. Herbata jest zaproszeniem, by wydarzyć się mogło coś znacznie cenniejszego — chwila uważności.
Neurobiolodzy powiedzą, że kiedy świadomie kierujemy uwagę na jedną prostą czynność, uspokajamy gonitwę myśli. Psychologowie nazwą to uważnością, zaś mnisi zen uśmiechaliby się tylko lekko, słysząc te wszystkie naukowe definicje.
Bo ich odpowiedź była zawsze bardzo prosta. Jeśli parzysz herbatę, parz herbatę. Jeśli pijesz herbatę, pij herbatę. Nie myśl o jutrzejszych planach, nie odpisuj w głowie na zaległe wiadomości, nie zaprzątaj sobie głowy spotkaniem, na którym będziesz za trzy godziny. Po prostu pij herbatę. Bądź tu i teraz.
Nasza uwaga stała się dziś najcenniejszym towarem na świecie. Rywalizują o nią ekrany, reklamy, media społecznościowe i powiadomienia. Każde z nich chce urwać choć kilka sekund naszej obecności. Być może właśnie dlatego świadome skupienie się na tej jednej, symbolicznej filiżance herbaty jest dziś czymś więcej niż przyjemnością. Jest cichym aktem niezgody na całe to szaleństwo, w którym się zagubiliśmy.
Czesław Miłosz napisał kiedyś wiersz…
Dzień taki szczęśliwy,
Mgła opadła wcześnie, pracowałem w ogrodzie.
Kolibry przystawały nad kwiatem kaprifolium.
Nie było na ziemi rzeczy, którą chciałbym mieć.
Nie znałem nikogo, komu warto byłoby zazdrościć.
Co przydarzyło się złego zapomniałem.
Nie wstydziłem się myśleć, że byłem, kim jestem.
Nie czułem w ciele żadnego bólu.
Prostując się, widziałem niebieskie morze i żagle.
Może szczęście właśnie takie jest? Nie spektakularne, nie głośne. Może jest prostą codziennością, drobiazgiem, który się przytrafił. Może przypomina parę unoszącą się nad filiżanką herbaty. Trwa tylko chwilę, nie można jej zatrzymać i dlatego warta jest każdej chwili zachwytu i zamyślenia.
Nie zaskoczymy Was, jeśli na koniec napiszemy, że dokładnie tego nam potrzeba. Nie kolejnego sposobu na szczęście, nie następnej aplikacji do zarządzania czasem, nie idealnie zaplanowanego życia, lecz odwagi, by od czasu do czasu usiąść z filiżanką herbaty i niczego nie przyspieszać. Odwagi, by być leniwym misiem, który najlepiej na świecie „umie w chill”.
Bo życie, choćby i długie, zawsze będzie za krótkie… Nieważne jak szybko i jak długo byśmy biegli i ścigali się z czasem, nie oszukamy przeznaczenia i nie ominie nas rozczarowanie. Nie gońmy więc, nie szukajmy lepszego, nie szukajmy czegoś, co może jest tuż obok. Rozejrzyjmy się, pozwólmy sobie na uważność i słodkie lenistwo, a wtedy dostrzeżemy, że najpiękniejsze chwile często wyglądają zupełnie zwyczajnie.