Stojąc na szczycie góry Chieu Lau Thi możemy przeżyć coś, co wymyka się wszelkim wyobrażeniom o granicach piękna. Pod stopami mamy twarde skały i soczystą zieleń szczytu góry, a przed sobą, dookoła, dosłownie wszędzie, gdzie tylko sięga wzrok - morze chmur rozciągające się w nieskończoność. 

Moglibyśmy napisać, że to po prostu przepiękny widok, ale nie, to nie jest tylko widok - to przede wszystkim metafizyczne przeżycie. Dosłownie i w przenośni, bo… 

Gdzieś niżej, pod bezkresem cumulusów i stratusów, kilkaset metrów w dół, w spowitych mgłą czeluściach, rośnie pradawny las. Na zboczach gór, tam gdzie ścieżki nikną szybciej, niż zdążą je wydeptać ludzkie stopy, rozciąga się las tak stary, że nawet czas obchodzi go dookoła z szacunkiem. Gęste korony drzew splatają się wysoko nad głowami, zatapiając wszystko w miękkiej, zielonej poświacie, jakby powietrze nasycało się esencją życia. W mchu i paprociach, w szumie liści i szeptach wiatru drzemie pradawna moc — pulsująca, dzika i nieujarzmiona.

My – tutaj w Piagu – lubimy sobie wyobrażać, że las ten zamieszkują duchy.

Wśród pni o poskręcanych jak historia świata kształtach, pomiędzy mgłami snującymi się o świcie, mieszkają duchy lasu, które nigdy nie śpią. Duchy te pełnią nieustanną wartę, strzegąc lasu i ukrytych głęboko między zboczami herbacianych gajów. Krążą między pniami z lekkością porannej mgły, a każdy ich krok — cichy i nieuchwytny — niesie ze sobą cząstkę pradawnej mądrości. Oddają roślinom swoją energię, splatają własną moc z życiem liści, kory i korzeni, jakby od zawsze stanowili jedność. Bo w tym miejscu granice między formami istnienia dawno już się zatarły: duchy są drzewami, a drzewa — duchami. Korzenie pulsują echem dawnych bytów, krążące w nich soki są krwią przodków, a gałęzie poruszają się tak, jakby opowiadały myśli tych niewidzialnych strażników. To ich obecność sprawia, że las oddycha pełniej, a gaje herbaciane rozkwitają, karmione sercem natury. I tylko czasem, gdy zapada zmrok, a ostatni promień słońca prześlizguje się między gałęziami, słychać jak ktoś nuci pieśń pamięci o wszystkich, którzy odeszli i stali się mieszkańcami tej zielonej krainy. 

I właśnie ten pradawny las, przepełniony magią i tajemniczymi szeptami, w swojej dzikiej gęstwinie skrywa gaje herbaciane, które raz do roku odwiedzają zbieracze smoczych ogonków. Ich wspinaczka, którą rozpoczynają o świcie, trwa wiele godzin, a do celu prowadzą kręte, wąskie dróżki, z których raz po raz, roztacza się widok na pasma górskie prowincji Ha Giang. Kiedy dotrą w końcu do miejsca, które śmiało moglibyśmy nazwać nietkniętym ludzką stopą, pełni szacunku do natury i do jej tworów, zbierają dziewicze pąki rzadkiego gatunku kamelii, Camellia taliensis. Pąki tworzą wiele warstw, które do złudzenia przypominają właśnie smocze ogonki. Oprócz tego, że tworzą wspaniałą, artystyczną wręcz oprawę, ich głównym zadaniem jest ochrona swojego wewnętrzna, czyli najmłodszych pąków.  

W czasie, kiedy ci niestrudzeni zbieracze zrywają herbaciane pąki, leśne duchy przyglądają się im z ukrycia. Cieszą się z tych odwiedzin. Wszak są na tyle rzadkie, że w żaden sposób nie zakłócają ich leśnego spokoju. Duchy przyglądają się krążącemu wśród zieleni życiu, którym same kiedyś były. Życie przechadza się wśród nich, łapczywie odbierając to, co stworzyła natura. Taki właśnie jest porządek świata… A potem zapada noc. Zmęczeni wspinaczką i zbiorami, spędzają ją na szczycie, a kolejnego dnia, ponownie wraz z jutrzenką, ruszają w drogę powrotną i znoszą zebrane pąki herbaciane do swoich wiosek.

Pijąc tę wyjątkową herbatę, pomyślcie o jej długiej drodze. O tym, jak rośnie w wietnamskiej dziczy, jak ciężką pracą okupione są jej zbiory, ale przede wszystkim o tym, ile kryje się w niej piękna, które otacza ją zewsząd. Mgliste, prastare lasy, góry zatopione w morzu chmur, zieleń, tak piękna, że wszystkie języki świata brzmią przy niej jak żart i duchy… Poczujecie je z całą pewnością pijąc nasz Dragon Tail.