Czasami zdaje się nam, że świat na chwilę cichnie, przestaje do nas krzyczeć, nie wrzeszczy i nie skacze nam już do oczu. Dostrzegamy to nie dlatego, że zapada cisza, lecz dlatego, że po raz pierwszy naprawdę zaczynamy słuchać. Nazywamy to uważnością. Dzięki niej dostrzegamy rzeczy, które przez cały czas były tuż obok nas, lecz wcześniej ich nie widzieliśmy. Dostrzegamy też najważniejszą rzecz spośród tych wszystkich niedostrzeżonych, które przyniosła nam owa uważność ubrana w ciszę: że wszystko, co nas otacza, rodzi się z dialogu przeciwieństw.
Światło potrzebuje cienia, aby mogło wybrzmieć. Cisza nadaje sens muzyce. Głębia oceanu nie istniałaby bez powierzchni odbijającej niebo. Nawet oddech jest nieustannym spotkaniem dwóch ruchów – wdechu i wydechu. Jedno bez drugiego nie ma znaczenia. Jedno bez drugiego nie istnieje. I nie ważne, czego jest więcej, czego mniej, co jest ważniejsze, co mniej ważne albo, co nas bardziej zachwyca, a co odrzuca. Wbrew pozorom wszystko to koegzystuje w jednym wielkim uniwersum harmonii.
Na Dalekim Wschodzie mówiono, że harmonia nie polega na zwycięstwie jednej siły nad drugą. Prawdziwa równowaga rodzi się dopiero wtedy, gdy pozornie sprzeczne energie uczą się istnieć obok siebie. Dzień przecież nie walczy z nocą, słońce odradza się, bo księżyc ustępuje mu miejsca. W naturze wszystko pojawia się dokładnie wtedy, kiedy przychodzi jego czas. A jednak my - ludzie, nieustannie próbujemy wybierać „między”. Dobro albo zło, rozum albo serce, odwaga albo bezpieczeństwo, wolność albo kajdany… Jakby życie było zbiorem prostych decyzji, w których jedna odpowiedź zawsze wyklucza drugą.
Tymczasem największą tajemnicą naszej natury jest to, że jesteśmy stworzeni z obu tych światów jednocześnie. Nosimy w sobie światło, które prowadzi nas ku innym ludziom, ale mamy też w sobie ciemność, która nadaje życiu pikanterii. Pragniemy spokoju, ale bez marzeń szybko zaczęlibyśmy tęsknić za przygodą i dzikością. Chcemy być niezależni, a jednocześnie szukamy miejsc, osób i wspomnień, które staną się naszym domem. Każdy człowiek jest opowieścią napisaną dwoma atramentami – jasnym i ciemnym. Nie jesteśmy stworzeni z jednej barwy.

Jesteśmy jak jaśmin.
Jego kwiaty są niemal nieskazitelnie białe, delikatne i kruche. Patrząc na nie, trudno uwierzyć, że skrywają jeden z najbardziej zmysłowych zapachów świata. A jednak ich sekret ujawnia się dopiero po zachodzie słońca. Gdy dzień ustępuje miejsca nocy, jaśmin budzi się do życia i zaczyna oddawać powietrzu swój najpiękniejszy aromat. Nie bez powodu nazywano go kwiatem księżyca. To piękne określenie nie mówi jedynie o porze zbioru. Jest metaforą wszystkiego, czego często nie chcemy dostrzec – że najgłębsze piękno nie zawsze rodzi się w pełnym świetle. Czasem potrzebuje zmierzchu, potrzebuje ciszy, potrzebuje chwili, w której świat przestaje domagać się naszej uwagi.
Czy podobnie nie jest z człowiekiem? Najważniejsze pytania zadajemy sobie późnym wieczorem. Najodważniejsze decyzje dojrzewają w samotności. Najgłębsze rozmowy prowadzi się wtedy, gdy filiżanka herbaty zdąży już lekko ostygnąć, a czas przestaje mieć znaczenie. Może właśnie dlatego od wieków tak chętnie spotykano się przy herbacie?
Herbata nigdy nie wymagała pośpiechu. Uczy cierpliwości, każe czekać, aż liście oddadzą wodzie to, co nosiły w sobie przez cały sezon. Przypomina, że wszystko, co wartościowe, potrzebuje czasu. Nie można przyspieszyć świtu, nie można nakazać kwiatom rozkwitnąć wcześniej, nie można zmusić drzewa, by wydało owoce przed swoim czasem, nie można też gnać przez życie, nie tracąc po drodze tego, co w nim najcenniejsze…
Dlaczego o tym wszystkim piszemy? Dlaczego naszą herbatę ubraliśmy w te filozoficzne rozważania? Bo Black Magic Jasmine - czarna herbata otulona bielą jaśminu - ma w sobie ów dualizm, który od wieków fascynuje człowieka. Mamy nadzieję, że kiedy spojrzycie na zdjęcie w tle, dostrzeżecie również tę magię. Delikatność modelki i jej tajemniczość otulona czernią. Patrząc na nią śmiało można puścić wodze wyobraźni i dopowiedzieć sobie, co skrywa owa tajemniczość. Ile mroku dostrzec można w jej kruchości? Czy może odwrotnie, ileż subtelności w tych ciemnych barwach?
Dlaczego czerń od zawsze budziła jednocześnie lęk i zachwyt? Była kolorem niewiadomego, ale również mądrości. Symbolem końca i zarazem początkiem wszystkiego, co miało dopiero nadejść. W ciemnej ziemi kiełkuje ziarno, w ciemności łona rodzi się nowe życie, noc nie jest zaprzeczeniem dnia - jest jego obietnicą. Może właśnie na tym polega magia. Nie na zjawiskach, których nie potrafimy wyjaśnić, nie na pytaniach, na które nie ma jasnych odpowiedzi, lecz na tym, że w ogóle się nad tym zastanawiamy. Stary świat już dawno zna odpowiedzi, których my dopiero się uczymy. I niech tak zostanie. Zaufajmy tej równowadze świata, w którą czasami powątpiewamy.
My bardzo chcemy w nią wierzyć, dlatego stworzyliśmy Black Magic Jasmine, który jest opowieścią o magii równowagi. O białych kwiatach jaśminu, które odnalazły swoje miejsce w głębi czarnej herbaty. O świetle, które nie boi się cienia. O delikatności, która nie musi rezygnować z siły. O tym, że prawdziwa harmonia nie rodzi się z wyboru jednej strony, lecz z pięknego dialogu obu.
Być może największym złudzeniem nas – ludzi jest przekonanie, że wszystko w życiu można podzielić na białe i czarne. W rzeczywistości wszystko utkane jest z przejść, przenikania się, ustępowania... A każda filiżanka herbaty może stać się cichym przypomnieniem, że nie musimy wybierać pomiędzy światłem i cieniem. To właśnie pomiędzy nimi wydarza się wszystko, co naprawdę piękne.