Nie gwarantujemy cudu, ale możemy zapewnić, że wróci do Was nie jedno miłosne wspomnienie…
Kiedy myślę o miłości, myślę o ciepłym świetle, które potrafi rozjaśnić nawet najciemniejsze zakamarki serca. Kiedy myślę o miłości, myślę o dłoniach, które potrafią ujarzmić moją dzikość w największym świata chaosie. Kiedy myślę o miłości, myślę o ciszy, w której słychać tylko jej oddech. Kiedy myślę o miłości, myślę o dawnych chwilach - wtedy tak mało ważnych, dzisiaj wielkich. Kiedy myślę o miłości, myślę o odwadze mojej i jej, by stworzyć coś wspólnie. Kiedy myślę o miłości, myślę o zapachu herbaty parzonej dla kogoś wyjątkowego. Kiedy myślę o Lover’s Lips wyświetlam sobie w głowie historię, których w świecie wydarzyły się zapewne tysiące. Zamykam oczy i widzę ich – dwoje kochanków, którzy spotykają się po latach. I nieważne, co ich wtedy rozdzieliło, nieważne jakie zrządzenia losu sprawiły, że znowu się spotkali. Najważniejsze to, co w nich.

Powietrze pachniało wtedy deszczem i czymś jeszcze — może końcem lata, a może raczej tym, czego nie da się zatrzymać. Dzisiaj – pachnie jesienią. Jesienna słota pachnie melancholią; jak księga, której kartki nasiąkły czasem; jak droga, która pamięta każdy krok, choć sama dawno już zapomniała o słońcu. Zapach chłodnego powietrza i rozkładających się liści nie jest ani trochę romantyczny, a mimo to, jakby na przekór, muska skórę jak wspomnienie dawnego dotyku. Zmusza, by znowu usłyszeć własne serce.
Ona przyszła pierwsza, jak zawsze. Wtedy też na każde spotkanie przychodziła pierwsza. On spóźnił się odrobinę, tak jak miał w zwyczaju. Choć wiedziała, po co tu przyszła, zadrżała na jego widok. Był eleganckim, dojrzałym mężczyzną. Jego siwizna i poważny wyraz twarzy był dla niej miłym zaskoczeniem. Kiedy widzieli się ostatni raz był chłopakiem, studentem, zwariowanym łobuzem, którego nazywała huncwotem. Przygryzła dolną wargę i wstała, by go przywitać. Kiedy znalazła się w jego ramionach, poczuła, że on również drży. Minęło sporo czasu, a wydaje się, jakby nie widzieli się rok, może dwa…
- Zamówiłam dla nas herbatę – powiedziała zdenerwowana, choć wiedziała, że powinna powitać go zupełnie inaczej.
- Ja też się cieszę, że cię widzę…
Oboje zaczęli się śmiać. Chwycili się za dłonie i patrząc sobie w oczy, ściskali je z czułością i tęsknotą, która właśnie w tej chwili zapanowała nad ich sercami. Dopiero dotyk uświadomił im, jak dawno się nie widzieli, jak bardzo tęsknili, jak bardzo im swojej bliskości.
- Minęło ponad trzydzieści lat, a twoje oczy są tak samo zielone – powiedział.
- Myślę, że już nie są zielone, zszarzały, ale to nic. Cieszę się, że cię widzą.
- Dziękuję, że mnie znalazłaś.
- Wiesz, przeglądałam kiedyś stare zdjęcia. I okazało się, że z naszego wakacyjnego romansu zostało mi tylko jedno zdjęcie. Jedno! Siedzimy na nim przed namiotem i pijemy herbatę z blaszanych kubków. Pamiętasz?
Uśmiechnął się z czułością. Jak mógłby zapomnieć? Kiedy przypominał sobie tamten ich napar z taniej herbaty, kupionej w wiejskim sklepiku, kelnerka przyniosła ich zamówienie. Spojrzeli na siebie i znowu zaczęli się śmiać.
- A propos herbaty…
- Pamiętasz tamtą herbatę?
- Pamiętam… Była ohydna, ale piłem ją z tobą.
- Ta będzie o niebo lepsza, tego możemy być pewni.
Wypełnili filiżanki aromatycznym naparem i wtedy uderzyło ich to samo wspomnienie. Herbata była po prostu wyśmienita. Może najlepsza, jaką pili do tej pory, ale nie to było dla nich ważne. Nie jej jakość, lecz to, z jakich smaków się składała. Była jak wspomnienie tamtego lata, jakby jej twórcy stworzyli ją znając historię ich niespełnionej miłości. Była w niej wiśnia – ta, która smakowała ekstazą. Jej ciało smakowało wtedy wiśnią. Jedząc wiśnie robili wszystkie te rzeczy, od których robi się gorąco na samo ich wspomnienie. Była malina – do dzisiaj pamięta, jak karmił ją rozgrzanymi w słońcu owocami. Były płatki róż, które pachniały jak marzenia o wspólnej przyszłości, która nigdy im się nie przydarzyła. Był różowy pieprz - jak ich śmiech. I był rozmaryn - jak cicha nadzieja, którą się karmili. Para unosiła się leniwie nad filiżankami, tak samo jak wtedy nad tymi skromnymi kubkami. Patrzyli na nie i w tym samym momencie wróciła do nich ta sama chwila, to samo wspomnienie, ten sam ból. Spojrzeli na siebie, a ich oczy lśniły żalem, który za chwilę miał spłynąć po ich policzkach. Ten ostatni pocałunek, ta ostatnia noc, która im się wtedy przytrafiła i ten ostatni świt, który był najpiękniejszym i najokrutniejszym jednocześnie.
Szeptała wtedy, że nie chce, by to był koniec. On obiecał, że zrobi wszystko, by tak nie było. Wierzyła mu, a potem całe życie tęskniła. Nigdy nie była już tak szczęśliwa jak wtedy. Uświadomiła to sobie teraz, siedząc naprzeciwko niego, ściskając jego dłoń, żałując wszystkich lat, które mogli spędzić razem.
- Jesteś szczęśliwy?
- Jesteś tutaj, więc jestem.
Ta historia mogłaby mieć kilka całkiem ciekawych zakończeń. Sami dopiszcie sobie własne. Nie zapominajcie jednak o tym, że to właśnie miłość nadała jej sens, a herbata wywołała wspomnienia. Wspomnienia kruche jak płatki herbaty, a jednocześnie ostre, jakby każde z nich mogło przeciąć serce na pół. Te wspomnienia będą nosić ze sobą przez całe życie, bo prawdziwej miłości nie da się zapomnieć.
Tak, jak nie da się zapomnieć smaku Lover’s Lips. Herbaty kochanków, herbaty przepełnionej namiętnością i dzikością. Herbaty tak zmysłowej, jak wszystkie pocałunki świata, te pierwsze i te ostatnie, które pozostawiają w nas ten niewidzialny, a jakże ważny ślad.
Nigdy nie będziemy już tak młodzi jak kiedyś. Nigdy nie będziemy już tak kochać, jak kiedyś. Nigdy nie będziemy już tak nieszczęśliwi, jak wtedy, kiedy chcieliśmy miłością wypełnić świat, a on kpił z naszych uczuć. Nic już nigdy nie będzie smakować tak, jak smakowało kiedyś… Jeśli jednak chcielibyście poczuć smak miłości, wrócić do wspomnień, o których nigdy nikomu nie opowiadaliście – zaparzcie sobie Lover’s Lips. Nie gwarantujemy cudu, ale możemy zapewnić, że wróci do Was nie jedno miłosne wspomnienie…